Pierwszy dzwonek. Nowy plan lekcji. Nowe zeszyty. Sprawdziany, kartkówki, zadania, oceny. I my — rodzice. Z najlepszymi intencjami.
„Spakowałeś plecak?”
„Masz coś zadane?”
„Kiedy masz sprawdzian?”
„Nauczyłeś się?”
„Pokaż, co dostałeś.”
„Sprawdzałeś Librusa?”
„Nie zapomnij stroju na WF.”
Przecież nie robimy tego po to, żeby dziecko kontrolować. Robimy to, bo nam zależy. Chcemy pomóc. Uchronić przed kłopotami. Dopilnować, żeby czegoś nie zaniedbało. Żeby nie dostało jedynki tylko dlatego, że zapomniało. Żeby wykorzystało swoje możliwości.
To jest troska.
Tylko czasami troska może niepostrzeżenie przesunąć się o kilka centymetrów za daleko. I właśnie tym kilku centymetrom chcę się dzisiaj przyjrzeć.
Gdzie kończy się wsparcie, a zaczyna kontrola?
Nie zawsze da się wskazać jedną wyraźną granicę. Bo przecież zapytać dziecko o sprawdzian to nic złego. Przypomnieć — również. Pomóc zaplanować naukę — tym bardziej. Problem nie musi tkwić w samym pytaniu czy przypomnieniu. Warto raczej przyjrzeć się temu:
**KTO coraz częściej pamięta?
KTO planuje?
KTO sprawdza?
KTO pilnuje?
KTO ponosi odpowiedzialność?**
Bo jeśli to rodzic pamięta o sprawdzianie, zagląda do Librusa, pilnuje terminu projektu, przypomina o stroju, sprawdza plecak i organizuje naukę...
dziecko może świetnie funkcjonować. Tylko warto zadać sobie jedno pytanie:
Czy ono uczy się wtedy zarządzać swoją szkołą — czy uczy się, że ktoś zarządza nią za nie?
„Ale jeśli nie przypomnę, to zapomni.”
Być może. Może nie zabrać stroju. Może nie przygotować się do kartkówki. Może dostać gorszą ocenę. Może nawet któregoś dnia powiedzieć:
„Mamo! Dlaczego mi nie przypomniałaś?!”
I właśnie tutaj odpuszczanie kontroli robi się trudne. Bo rodzic często wie wcześniej, co się wydarzy. Widzi plecak stojący przy drzwiach. Wie, pamięta o sprawdzianie. Widzi niewpisane zadanie. I mógłby uratować sytuację jednym zdaniem.
Tylko że czasami właśnie doświadczenie:
zapomniałem → poniosłem konsekwencję → następnym razem muszę pamiętać
uczy więcej niż dziesiąte:
„Pamiętaj!”
Nie każda pomyłka dziecka wymaga naszej interwencji. Niektóre potrzebują po prostu stać się jego doświadczeniem.
Odpuścić kontrolę nie znaczy przestać się interesować.
I to jest dla mnie najważniejsze. Nie proponuję:
„To twoja szkoła, radź sobie.”
Nie proponuję wycofania, obojętności ani pozostawienia dziecka samego z czymś, z czym jeszcze sobie nie radzi.
Odpuścić kontrolę nie znaczy odpuścić dziecko.
Możesz nadal interesować się jego światem. Słuchać. Pomagać. Stawiać granice. Być dostępna. Usiąść obok, kiedy poprosi. Pomóc podzielić materiał, jeśli jeszcze nie potrafi tego zrobić.
Tylko zamiast automatycznie przejmować ster, możesz coraz częściej sprawdzać, czy naprawdę musisz go przejmować.
Bo pomiędzy:
„Zrobię to za Ciebie”
a:
„Radź sobie sam”
jest ogromna przestrzeń.
Nazywa się:
TOWARZYSZENIE.
Czasem wystarczy zmienić jedno pytanie
Zamiast:
„Odrobiłeś lekcje?”
spróbuj:
„Co masz dziś do zrobienia?”
Zamiast:
„Jutro masz sprawdzian. Idź się uczyć.”
możesz zapytać:
„Jaki masz plan na jutrzejszy sprawdzian?”
Zamiast:
„Spakowałeś plecak?”
czasem wystarczy pozwolić dziecku samemu odkryć następnego dnia, czego w nim zabrakło.
A zamiast kolejnego:
„Pamiętaj, żeby…”
możesz zapytać:
„Potrzebujesz dziś ode mnie czegoś w sprawach szkolnych?”
Niby drobiazg. Ale w tym pytaniu odpowiedzialność pozostaje po właściwej stronie.
Twoje dziecko prowadzi. Ty jesteś dostępna.
Nie odpuszczaj wszystkiego naraz.
Jeśli przez kilka lat to Ty pamiętałaś, sprawdzałaś, przypominałaś i organizowałaś — trudno oczekiwać, że od jutra dziecko przejmie wszystko bez potknięcia.
Nie chodzi o rewolucję. Możesz zacząć od jednej rzeczy. Może w tym roku nie sprawdzisz plecaka. Może przestaniesz pamiętać za dziecko o stroju na WF. Może nie będziesz pierwszą osobą, która wie z Librusa o każdym sprawdzianie. Może zanim przypomnisz — zatrzymasz się na chwilę.
I zapytasz siebie:
**Czy moje dziecko naprawdę potrzebuje teraz mojego wsparcia? Czy ja właśnie próbuję uchronić je przed doświadczeniem, które mogłoby czegoś je nauczyć?**
Nie zawsze odpowiedź będzie taka sama.
I dobrze.
Może właśnie tak zaczyna się odpowiedzialność.
Nie wtedy, kiedy dziecko nigdy nie zapomina. Nie wtedy, kiedy zawsze ma odrobione zadanie. I nie wtedy, kiedy rodzic ma wszystko pod kontrolą.
Ale wtedy, kiedy coraz częściej może doświadczyć:
To jest moje.
Ja pamiętam.
Ja planuję.
Ja popełniłem błąd.
Ja mogę go naprawić.
Ja następnym razem spróbuję inaczej.
A obok jest rodzic, który nie znika. Ale też nie zabiera dziecku każdej okazji do nauczenia się kierowania własnym życiem. Bo przecież szkoła kiedyś się skończy. A odpowiedzialność, planowanie, pamiętanie, podejmowanie decyzji i radzenie sobie z konsekwencjami...
pójdą z nim dalej.
🌿 Może więc pierwszy szkolny dzwonek jest również dla nas?
Nie po to, żebyśmy od dziś mniej się interesowali.
Może po to, żebyśmy czasem o jedno przypomnienie mniej powiedzieli.
O jedno zadanie mniej sprawdzili. O jeden krok wcześniej się zatrzymali. I zostawili dziecku trochę więcej miejsca na:
„Ja sam.”
Bo:
ODPUŚCIĆ KONTROLĘ ≠ ODPUŚCIĆ DZIECKO.
To być obok, nie przejmując tego, co coraz bardziej może należeć do niego. A może właśnie w tym roku szkolnym warto zacząć od jednego pytania:
Co mogę przestać robić ZA moje dziecko, żeby ono mogło zacząć robić to DLA SIEBIE?
👀 A co, jeśli możesz inaczej?
Dodaj komentarz
Komentarze