Dlaczego Dzień Nauczyciela może być lekcją WDZIĘCZNOŚCI?

Opublikowano w 15 października 2026 18:38

Obudziłam się rano, sięgnęłam po telefon i zobaczyłam coś, czego zupełnie się nie spodziewałam. Moi dawni uczniowie, po tylu latach, pamiętali. Poprzedniego wieczoru, kiedy już spałam, opublikowali na moim profilu życzenia z okazji Dnia Nauczyciela.

Pisali o cierpliwości, wsparciu, dobrym słowie, uśmiechu. O tym, że byłam dla nich kimś więcej niż wychowawczynią. Że potrafiłam ich rozumieć i motywować. Że pamiętają nasze wspólne chwile.

Czytałam i czułam, jak moje ciało wypełnia fala ciepła. Radość. Wzruszenie. Wdzięczność. Ale pojawiło się coś jeszcze.

Głębokie poczucie sensu drogi, którą wybrałam.

Przez 20 lat byłam nauczycielką, w tym przez 16 lat pełniłam funkcję dyrektorki szkoły. Od 10 lat wspieram rodziców w rozumieniu siebie, swoich dzieci i budowaniu świadomych relacji.

Czasem z przymrużeniem oka mówię, że kiedyś nauczałam, a teraz przede wszystkim pomagam dorosłym oduczać się tego, co utrudnia im porozumienie z własnymi dziećmi. 😉

I właśnie w ten październikowy poranek otrzymałam niezwykłe przypomnienie, że to, co dajemy drugiemu człowiekowi, może pozostać w nim znacznie dłużej, niż jesteśmy obecni w jego codziennym życiu.

A przecież o tym właśnie jest wdzięczność. O zauważeniu tego, co otrzymaliśmy od drugiego człowieka.


Kiedy kwiaty stają się ważniejsze od wdzięczności.

Kilka dni wcześniej napisałam artykuł o tym, czy rodzic powinien kupować nauczycielowi prezent. Bo przecież znamy ten obraz. Zbliża się Dzień Nauczyciela. Rodzice organizują składkę, ustalają kwotę, wybierają kwiaty lub upominek. Czasem pojawiają się dyskusje, emocje, nieporozumienia. A dziecko? Nierzadko dowiaduje się, że jutro ma wręczyć prezent i powiedzieć „dziękuję”. Tylko za co? Czy ktoś je o to zapytał? Czy miało okazję zastanowić się, co otrzymało od swojego nauczyciela?

Może pamięta chwilę, kiedy pani pomogła mu poradzić sobie z trudnym zadaniem. Może rozmowę, podczas której poczuło się wysłuchane.   A może zwyczajny uśmiech, kiedy bardzo go potrzebowało. Być może nie pamięta żadnej takiej sytuacji. I to również jest ważna informacja.

Bo wdzięczności nie można nakazać. Można natomiast stworzyć dziecku przestrzeń, aby samo odkrywało, za co i komu chce podziękować.

Prezent może być wyrazem wdzięczności. Ale sam prezent nie oznacza jeszcze, że dziecko ją odczuwa.


Czego naprawdę uczymy dziecko, kiedy mówimy: „Podziękuj”?

Wielu rodziców uczy dzieci dobrych manier. Prosimy, żeby mówiły „dzień dobry”, „proszę”, „przepraszam” i „dziękuję”. I dobrze. To ważne elementy życia społecznego. Ale czy zawsze zatrzymujemy się przy ich znaczeniu? Dziecko może nauczyć się wypowiadać słowo „dziękuję” automatycznie. Tak samo jak może nauczyć się wręczać kwiaty w określonym dniu. Nie oznacza to jednak, że rozumie wdzięczność. Bo wdzięczność zaczyna się wcześniej. Od zauważenia drugiego człowieka. Od dostrzeżenia jego wysiłku, życzliwości, pomocy czy obecności. Od uświadomienia sobie, że ktoś zrobił dla nas coś ważnego. I tutaj pojawia się pytanie do nas, dorosłych.

Czy nasze dzieci widzą, jak my okazujemy wdzięczność?

Czy słyszą, kiedy dziękujemy komuś za poświęcony czas? Czy widzą, że potrafimy docenić pomoc, nawet jeśli była drobna? Czy obserwują, jak przyjmujemy czyjąś życzliwość? A może częściej słyszą nasze pretensje, rozczarowania i oczekiwania wobec innych?

Nie chodzi o to, żeby udawać, że wszystko jest piękne i dobre. Chodzi o świadomość, że dzieci uczą się również z tego, na co kierujemy ich uwagę.


Wdzięczność nie wymaga idealnego nauczyciela.

Chcę zatrzymać się przy jeszcze jednej ważnej sprawie. Wdzięczność nie oznacza, że mamy pomijać trudne doświadczenia dziecka. Nie każdy nauczyciel pozostawia po sobie dobre wspomnienia. Nie każda relacja uczeń–nauczyciel jest bezpieczna i wspierająca. Nie możemy wymagać od dziecka wdzięczności wobec osoby, przy której doświadczało upokorzenia, lęku czy krzywdy. Nie możemy też wykorzystywać Dnia Nauczyciela do uciszania jego emocji. 

Możemy natomiast uczyć dziecko odróżniania zachowań od człowieka. Możemy rozmawiać o tym, że ktoś bywa pomocny, a jednocześnie popełnia błędy. Że można doceniać czyjś wysiłek, nie zgadzając się ze wszystkimi jego decyzjami. A przede wszystkim możemy pokazywać, że wdzięczność ma wartość wtedy, kiedy jest autentyczna.

Nie uczmy dzieci wdzięczności kosztem ich własnych uczuć i doświadczeń.


 

Dlaczego słowa moich uczniów tak wiele dla mnie znaczą?

Wrócę na chwilę do mojego październikowego poranka. 

W życzeniach od dawnych uczniów nie znalazłam podziękowań za realizację programu nauczania, dokumentację szkolną czy organizację pracy szkoły.

Pisali o czymś innym. O tym, jak czuli się w naszej relacji. 

O cierpliwości, dobroci, wsparciu i motywowaniu. O wspólnych chwilach, które zapamiętali. I właśnie to poruszyło mnie najbardziej. 

Bo kiedy pracujemy z dziećmi, z nastolatkami, nie zawsze wiemy, co z naszych słów i zachowań pozostanie w ich pamięci. Nie wiemy, które zdanie doda im odwagi. 

Która rozmowa pomoże im uwierzyć w siebie. Który gest sprawi, że poczują się zauważone. A czasem nie dowiemy się tego nigdy.

Moi uczniowie podarowali mi możliwość zobaczenia fragmentu własnej pracy ich oczami. Nie potrzebowałam tych słów, żeby uwierzyć, że moja praca miała wartość. Mam świadomość tego, ile serca, zaangażowania i odpowiedzialności w nią wkładałam. Ale nie wiedziałam, że po tylu latach tak wiele z naszych wspólnych doświadczeń nadal w nich żyje.

Możesz znać swoją wartość, a mimo to dać się pięknie zaskoczyć tym, jak wiele znaczysz dla innych.

I właśnie dlatego te życzenia były dla mnie tak wyjątkowe.


A co Twoje dziecko zapamięta po latach?

Zatrzymajmy się teraz przy czymś, co dotyczy już nie tylko nauczycieli. Dotyczy każdego rodzica. Wyobraź sobie, że Twoje dziecko ma dziś siedem lat. Codziennie rozmawiacie, spotykacie się przy stole, odrabiacie lekcje, przeżywacie radości i konflikty. Czasem jesteś cierpliwa. Czasem zmęczona. Czasem reagujesz inaczej, niż chciałabyś zareagować. Mijają lata. Twoje dziecko jest już dorosłe. Co będzie pamiętało? Czy zapamięta, że zawsze miało idealnie przygotowany plecak? Że dom był wysprzątany? Że przypominałaś o wszystkich obowiązkach? A może przede wszystkim to, jak czuło się przy Tobie? Czy mogło przyjść ze swoim problemem? Czy było słuchane? Czy wiedziało, że nawet kiedy popełni błąd, nadal może liczyć na Twoją obecność?

Nie mamy pełnej kontroli nad tym, co nasze dzieci zapamiętają. Ale mamy wpływ na to, czego doświadczają z nami dzisiaj.

To, co dla dorosłego jest zwyczajną chwilą, dla dziecka może stać się wspomnieniem na całe życie.


Jest jeszcze druga strona wdzięczności. Czy potrafisz ją przyjąć?

Kiedy ktoś nam dziękuje, często odpowiadamy: „Oj, nie ma za co”. „To nic takiego”. „Przecież zrobiłabym to dla każdego”.

Czasem są to zwyczajne zwroty grzecznościowe. Ale czasem za nimi kryje się trudność w przyjmowaniu uznania. A przecież wdzięczność jest relacją. Ktoś ją wyraża, a ktoś inny może ją przyjąć. Bez umniejszania własnego wysiłku. Bez tłumaczenia, że nie zrobił niczego szczególnego. Bez poczucia, że powinien natychmiast się odwdzięczyć. W tym miesiącu towarzyszy mi jedno ważne słowo.

PRZYJMUJĘ.

Przyjmuję słowa moich uczniów. Przyjmuję ich pamięć i wdzięczność. Przyjmuję radość z tego, że droga, którą wybrałam, miała i nadal ma sens. I chcę, żeby nasze dzieci również uczyły się tej umiejętności, żeby stała się ona naturalna.  Żeby potrafiły nie tylko powiedzieć komuś „dziękuję”, ale również z radością usłyszeć: „Dziękuję Ci”.


Mała rozmowa, która może zmienić bardzo wiele.

Nie potrzebujesz specjalnej okazji ani kolejnego święta. Spróbuj dziś zapytać swoje dziecko:

Komu chciałabyś podziękować i za co?

A potem posłuchaj. Nie podpowiadaj odpowiedzi. Nie poprawiaj. Nie oceniaj, czy powód jest wystarczająco ważny. Może Twoje dziecko wspomni o nauczycielce, która je pochwaliła. Może o koledze, który pomógł mu na przerwie. Może o babci, która zawsze znajduje czas na rozmowę. A może o Tobie. Jeśli usłyszysz podziękowanie skierowane do siebie, spróbuj po prostu powiedzieć:

„Dziękuję. Bardzo mi miło, że to zauważyłaś”.

I pozwól sobie poczuć radość. Bo wdzięczność to nie tylko umiejętność dostrzegania dobra w innych. To również umiejętność przyjmowania dobra, które wraca do nas.


Na zakończenie.

Dzień Nauczyciela już za nami. Kwiaty powoli zwiędną. Prezenty znajdą swoje miejsce. Życzenia znikną wśród kolejnych wiadomości. Ale to, co wydarzyło się między ludźmi, może pozostać na długo. Czasem na całe życie.

Moi dawni uczniowie przypomnieli mi o tym w najpiękniejszy możliwy sposób. I dlatego dzisiaj nie chcę mówić rodzicom, jaki prezent powinni kupić nauczycielowi. Chcę zaprosić ich do czegoś znacznie ważniejszego.

Uczmy dzieci zauważać ludzi, nie tylko okazje do wręczania prezentów.

Bo może właśnie wtedy wdzięczność przestanie być obowiązkiem, a stanie się częścią naszych relacji.

🌿 A Ty? Czy pamiętasz nauczyciela, któremu chciałabyś dziś, nawet po wielu latach, powiedzieć „dziękuję”?

Jeśli tak, może warto to zrobić. Być może nawet nie wiesz, jak wiele te słowa mogą dla niego znaczyć.

A jeśli chcesz przyjrzeć się temu, jak rodzicielskie decyzje wpływają na sposób, w jaki dziecko rozumie wdzięczność, zapraszam Cię również do mojego wcześniejszego artykułu:

„Dzień Nauczyciela. Czy rodzic powinien kupować nauczycielowi prezent?”

Bo świadome rodzicielstwo zaczyna się od zauważenia. Siebie, dziecka i drugiego człowieka. 🤎🌿

Dodaj komentarz

Komentarze

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.