Wraca ze szkoły. Rzuca plecak. Wchodzi do swojego pokoju. Siada na łóżku i patrzy przez okno.
Pytasz:
— Jak było?
— Dobrze.
— Coś się stało?
— Nie.
Widzisz jednak, że jest inaczej niż zwykle. Więc pytasz jeszcze raz.
I jeszcze trochę inaczej.
— Na pewno wszystko w porządku?
— Pokłóciłeś się z kimś?
— Coś wydarzyło się w szkole?
— Oj, mamo, nic. Daj mi spokój.
Drzwi się zamykają.
A Ty zostajesz po ich drugiej stronie. I być może właśnie wtedy zaczyna się historia, której na pierwszy rzut oka wcale nie widać.
Bo milczy dziecko. Ale bardzo dużo zaczyna dziać się w rodzicu.
Cisza dziecka nie jest ciszą w Tobie.
Kiedy dziecko przestaje mówić, w głowie rodzica często pojawia się jeszcze więcej pytań.
Co się stało?
Dlaczego mi nie mówi?
Czy coś przede mną ukrywa?
Może ma jakiś problem?
Czy tracę z nim kontakt?
Czy już mnie nie potrzebuje?
A jeśli wydarzyło się coś poważnego?
I wtedy łatwo pomyśleć, że kolejne pytanie jest po prostu troską o dziecko. Czasami jest. Ale czasami kolejne pytanie ma również uspokoić nas samych.
Chcemy odpowiedzi, bo odpowiedź przywróciłaby nam poczucie, że wiemy, co się dzieje. Że mamy sytuację pod kontrolą. Że możemy coś zrobić. I właśnie tutaj warto zatrzymać się na moment. Nie przy dziecku. Przy sobie.
Co właściwie próbuję teraz uciszyć?
To jedno z tych pytań, które mogą zmienić bardzo dużo:
Czy próbuję otworzyć moje dziecko — czy próbuję poradzić sobie z tym, co jego zamknięcie uruchamia we mnie?
Bo cisza dziecka może uruchomić Twój lęk. Bezradność. Niepewność. Potrzebę odzyskania bliskości.
A czasem także własne doświadczenia: chwile, kiedy Tobie nikt nie pomógł, kiedy sama zostałaś ze swoim problemem albo kiedy w Twoim domu milczenie oznaczało, że dzieje się coś złego.
I nagle nie reagujesz już tylko na nastolatka siedzącego w swoim pokoju.
Reagujesz również na to, co dzieje się w Tobie.
Dwie prawdy mogą istnieć jednocześnie.
Moje dziecko milczy.
I:
Ja boję się, że tracę z nim kontakt.
To nie jest to samo. Pierwsze jest tym, co widzisz.
Drugie — tym, co pojawia się w Tobie. Kiedy te dwie rzeczy zlewają się w jedną, łatwo zacząć naciskać:
„Powiedz mi.” „Przecież widzę, że coś jest nie tak.” „Dlaczego nie chcesz ze mną rozmawiać?” „Jestem twoją mamą. Możesz mi powiedzieć wszystko.”
Im bardziej próbujesz otworzyć drzwi, tym mocniej dziecko może je zamykać. Nie dlatego, że Cię nie kocha. Nie dlatego, że Ci nie ufa.
I niekoniecznie dlatego, że dzieje się coś złego. Być może właśnie teraz nie jest gotowe mówić.
Zrozumienie daje Ci przestrzeń.
W moim 4Z pomiędzy ZAUWAŻ a działaniem są dwa niezwykle ważne przystanki.
ZROZUM.
I ZAAKCEPTUJ.
Nie po to, żeby nic nie robić. Po to, żeby Twoja reakcja nie była pierwszym odruchem wywołanym własnym lękiem. Możesz zauważyć:
„Moje dziecko milczy.”
I jednocześnie:
„A ja właśnie bardzo chcę, żeby zaczęło mówić, bo jego cisza mnie niepokoi.”
To ma ogromne znaczenie. Bo kiedy rozpoznajesz, co jest dziecka, a co jest Twoje, nie musisz już natychmiast zmieniać jego zachowania, żeby odzyskać własny spokój. Możesz zostać blisko. Obserwować. Dać przestrzeń. I być dostępną, kiedy ono będzie gotowe zrobić krok w Twoją stronę.
A co, jeśli możesz inaczej?
Nie każda cisza oznacza brak zaufania. Nie każda wymaga kolejnego pytania. Nie każdą trzeba natychmiast przerwać.
Czasami pierwszym krokiem do rozmowy jest stworzenie takiej przestrzeni, w której dziecko nie musi mówić natychmiast.
I być może następnym razem, kiedy usłyszysz:
— Nie wiem.
zanim zadasz kolejne pytanie, zatrzymasz się na chwilę przy sobie.
Co jego „nie wiem” właśnie uruchomiło we mnie?
Bo zanim spróbujesz otworzyć dziecko, czasem warto najpierw ZROZUMIEĆ siebie. ❤️🌿
Dodaj komentarz
Komentarze