Wrzesień. Plan lekcji jeszcze nie do końca ustalony, a miejsca na zajęcia dodatkowe już znikają.
Koszykówka w poniedziałek.
Angielski w środę.
Basen w piątek.
Pytamy dziecko:
– Chcesz chodzić na koszykówkę?
– Chcę!
Zapisujemy. Płacimy. Wpisujemy zajęcia do rodzinnego kalendarza. Czasem organizujemy pod nie pół tygodnia. A dwa miesiące później słyszymy:
– Mamo, ja już nie chcę tam chodzić.
I właśnie wtedy w wielu z nas odzywa się bardzo rozsądny dorosły:
„Sam wybrałeś.”
„Trzeba nauczyć się konsekwencji.”
„Nie można rezygnować, kiedy coś przestaje się podobać.”
„Skoro zacząłeś, skończ przynajmniej semestr.”
Brzmi odpowiedzialnie. Ja też kiedyś tak myślałam.
Kiedy moja córka wybrała zajęcia taneczne, bo chodziły na nie jej koleżanki, a po około dwóch miesiącach powiedziała, że taniec jednak jej nie odpowiada i znacznie bardziej ciągnie ją do malowania, wycinania i zajęć plastycznych, uznałam, że właśnie nadarzyła się okazja, żeby nauczyć ją konsekwencji.
Wybrałaś. Więc chodzisz.
Dzisiaj zatrzymałabym się w tym miejscu znacznie wcześniej.
Bo być może usłyszałam wtedy:
„Podejmuję decyzję, że chcę tańczyć.”
podczas gdy moje dziecko mówiło:
„Chcę SPRAWDZIĆ, czy taniec jest dla mnie.”
I to są dwie zupełnie różne rzeczy.
DZIECKO NIE MUSI JESZCZE WIEDZIEĆ, CO JEST „JEGO”
My, dorośli, patrzymy na zajęcia dodatkowe z perspektywy, której dziecko jeszcze nie ma. Wiemy mniej więcej, co lubimy. Co nas nudzi.
W czym czujemy się dobrze. Czy wolimy ruch, muzykę, ludzi, ciszę, rywalizację, tworzenie. Dziecko dużą część tej wiedzy o sobie dopiero zdobywa. I jak ma ją zdobyć? Próbując.
Piłki.
Skrzypiec.
Tańca.
Rysowania.
Karate.
Programowania.
TO… A MOŻE TO…
Nie każda próba musi stać się pasją.
Nie każdy wybór musi być wyborem na cały rok.
Nie każde „już nie chcę” oznacza brak wytrwałości.
Czasem oznacza po prostu:
„Spróbowałem. Doświadczyłem. I już wiem o sobie coś, czego wcześniej nie wiedziałem.”
ALE PRRR… CZYLI POZWALAMY DZIECKU ZE WSZYSTKIEGO REZYGNOWAĆ?
Nie. I właśnie tutaj zaczyna się najważniejsza część tej rozmowy. Bo za zdaniem:
„Nie chcę już chodzić”
może stać bardzo wiele różnych rzeczy.
To naprawdę mnie nie interesuje.
Ale również:
Jest mi trudno.
Nie jestem tak dobry jak inni.
Pokłóciłem się z kolegą.
Boję się trenera.
Wstydzę się, że mi nie wychodzi.
Wolałbym zostać w domu i pograć.
A to oznacza, że zanim odpowiemy:
„Dobrze, wypisujemy Cię”
albo:
„Nie ma mowy, chodzisz do końca”
warto zrobić coś znacznie ważniejszego.
ZROZUMIEĆ, co właściwie oznacza jego „NIE CHCĘ”.
Bo jeśli problemem jest pierwsza trudność, dziecko może potrzebować naszego wsparcia, żeby jej nie ominąć. Jeśli problemem jest lęk, konflikt czy poczucie, że sobie nie radzi — potrzebuje rozmowy. Ale jeśli po realnym doświadczeniu odkryło:
„To po prostu nie jest moje”
to zmiana decyzji może być nie porażką, lecz kolejnym kawałkiem wiedzy o sobie.
A CO Z ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ?
I tu dochodzimy do miejsca, które kiedyś sama rozumiałam inaczej. Odpowiedzialność nie musi oznaczać:
„Podjąłeś decyzję, więc teraz masz przy niej trwać bez względu na to, czego się o sobie dowiesz.”
Może oznaczać również:
Wybrałem.
Spróbowałem.
Doświadczyłem.
Zastanowiłem się, dlaczego chcę zrezygnować.
Podjąłem kolejną decyzję.
I poniosłem jej naturalne konsekwencje. Może nie zapiszę się już w tym semestrze na inne zajęcia, bo nie ma miejsc. Może opłata za rozpoczęty miesiąc przepadnie. Może będę musiał sam powiedzieć trenerowi, że rezygnuję. Może zanim wybiorę następne zajęcia, zastanowię się trochę dłużej. To również jest nauka odpowiedzialności.
Bo konsekwencja nie musi oznaczać trwania za wszelką cenę.
I chyba właśnie tutaj znajduje się różnica między poddaniem się a świadomą rezygnacją. Można zrezygnować z jednej drogi i wcale nie zrezygnować z siebie. Czasem właśnie dzięki temu można znaleźć inną.
ZANIM POWIESZ: „SAM WYBRAŁEŚ…”
spróbuj najpierw zapytać:
Co sprawiło, że już nie chcesz tam chodzić?
Co podobało Ci się na początku, a co zmieniło się teraz?
Czy chcesz zrezygnować dlatego, że to nie jest Twoje, czy dlatego, że zrobiło się trudno?
Czego dowiedziałeś się o sobie przez ten czas?
I dopiero potem wspólnie zastanówcie się, co dalej. Nie odbierając dziecku decyzji. Ale też nie zostawiając go z nią samego.
Bo między „musisz chodzić” a „rób, co chcesz” istnieje jeszcze TOWARZYSZENIE.
I może właśnie zajęcia dodatkowe są jednym z najbezpieczniejszych miejsc, w których dziecko może ćwiczyć coś znacznie ważniejszego niż taniec, koszykówkę czy grę na skrzypcach:
poznawanie samego siebie.
❤️🌿
A TY?
Gdy następnym razem usłyszysz:
„Nie chcę już tam chodzić”
zanim odpowiesz, zatrzymaj się przy jednym pytaniu:
„Co moje dziecko właśnie próbuje mi o sobie powiedzieć?”
Być może odpowiedź będzie brzmiała:
„Jest mi trudno.”
Być może:
„Potrzebuję Twojej pomocy.”
A być może po prostu:
„Sprawdziłem. To nie jest moje.”
I każda z tych odpowiedzi może potrzebować od Ciebie czegoś innego.
Jeśli chcesz uczyć się patrzeć na takie codzienne sytuacje nie tylko przez zachowanie dziecka, ale również przez to, co może za nim stać — zostań ze mną.
Dodaj komentarz
Komentarze